Czym jest model Sharpe’a i jak zarobić więcej niż rynek? – Krótko o współczynniku Beta.

pexels-photo-277593

William Sharpe był jednym z twórców modelu rynku kapitałowego – CAPM, który przedstawiał zależność pomiędzy ryzykiem rynkowym a oczekiwaną stopą zwrotu z inwestycji. Jest to jeden z najpopularniejszych modeli rynku, którego punktem wyjścia był model jednowskaźnikowy, którego autorem również jest prof. Sharpe.

Model jednowskaźnikowy zakłada, że stopy zwrotu z akcji kształtują się na podstawie ogólnego czynnika, którego odzwierciedleniem są zmiany w pewnym wskaźniku rynku. Mówiąc prościej, na ceny akcji działa pewien czynnik (powiedzmy czynnik X), z którego wynikają zmiany wartości indeksu – na przykład WIG20. Co za tym idzie, zmiany na tym indeksie są związane ze zmianami cen akcji.

We wspomnianym modelu istotną rolę odgrywa tzw. współczynnik BETA. Wskazuje on o ile jednostek zmieni się cena akcji w związku ze zmianą wartości indeksu o jednostkę. Czyli o ile procent zmieni się cena akcji, jeśli np. WIG20 wzrośnie o 5% w danym okresie. Wskaźnik można wyliczyć dzieląc kowariancję stóp zwrotu akcji i rynku przez odchylenie standardowe stóp zwrotu tych akcji i rynku.

Znalezione obrazy dla zapytania beta wzór

Wartość Bety pokazuje w jakiś sposób zachowuje się dana spółka w stosunku do rynku (np. do WIG20). Interpretacja jest następująca:

  • Beta większa od 1 – stopa zwrotu z akcji wzrasta (lub spada) więcej niż wzrasta na stopa zwrotu rynku.
  • Beta większa od 0, mniejsza od 1 – stopa zwrotu akcji wzrasta słabiej niż stopa zwrotu rynku.
  • Beta równa 1 – stopa zwrotu z akcji i rynku rosną (spadają) tak samo.
  • Beta równa 0 – stopa zwrotu z akcji nie zmienia się w związku ze wzrostem(spadkiem) stopy zwrotu rynku.
  • Beta mniejsza od 0 – Stopa zwrotu akcji rośnie (spada), gdy spada(rośnie) stopa zwrotu rynku

Jak grać?

Model (lub współczynnik Beta akcji) można wykorzystać przede wszystkim do dywersyfikacji portfela (minimalizacji ryzyka związanego z inwestowaniem).

Sugeruje ona, że w momencie wzrostów na WIG20, inwestor powinien wybierać takie spółki, których Beta jest wyższa od 1 – w celu maksymalizacji zysków. Natomiast w momencie kiedy rynek zniżkuje, należałoby wybierać spółki z Betą pomiędzy 0 a 1 – by minimalizować straty, albo z Betą niższą od 0 aby spółka przynosiła zyski podczas spadku na indeksie. Jest to natomiast uogólnione założenie, które niezwykle ciężko zastosować inwestorowi indywidualnemu. Należy to traktować jako wskazówki, które mają na celu obniżenie ryzyka portfelowego.

Tekst na podstawie
1. K. Jajuga, T. Jajuga, Inwestycje, PWN, Warszawa 2014
2. F. Reilly, K. Brown, Analiza Inwestycji i Zarządzanie Portfelem, PWE, Warszawa 2001

Trzy koncepcje dywidendy. – A. Damodaran

Trzy koncepcje dywidendy

pexels-photo-259027

Istnieje książka, która miała ogromny wpływ na moje postrzeganie inwestycji na giełdzie. Jedna z najważniejszych, jeśli chodzi o inwestowanie w oparciu o fundamenty przedsiębiorstwa oraz dobór spółek do portfela długoterminowego.

 

„Inteligentny Inwestor” Benjamina Grahama, miał pierwsze wydanie w 1949 roku jednak po mimo swojego wieku, książka wciąż wydaje się być aktualna.

Autor dużą wagę przywiązuje do znaczenia dywidendy w spółce. To czy spółka dzieli się zyskiem z akcjonariuszami albo w jaki sposób to robi, ma istotny wpływ na ocenę spółki. W dalszej części tekstu zostaną przedstawione 3 koncepcje dywidendy, które w znacznej części oparte są na treściach Aswatha Damodarana, które przedstawił w swojej książce „Finanse Korporacyjne” oraz w swoich webinariach.

Koncepcja 1. – „Dywidenda nie ma znaczenia”

Pierwsza teoria mówi, że wypłacony w postaci dywidendy zysk firmy nie ma wpływu na wartość tej spółki na rynku. Koncepcja zakłada, że dla inwestora nie ma znaczenia czy dywidenda zostanie wypłacona na jego rachunek maklerski, czy uzyska ten sam zysk poprzez wzrost wartości cen akcji w przypadku zachowania zysku w firmie. Oba rozwiązania dają inwestorowi ten sam wynik.

Teoria mogłaby się wydawać realna, gdyby nie kilka nierealnych założeń.
Po pierwsze, przyjmuje się, że nie istnieją podatki i prowizje, które mają istotny wpływ na wynik portfelowy inwestora. Tzn. dywidenda jest wypłacona w całości bez podatku, a sprzedaż akcji nie jest obciążona kosztami transakcyjnymi. Po drugie, (co wydaje się być logiczne) – nie ma znaczenia polityka dywidendy. Co z kolei może mieć wpływ na politykę inwestycyjną przedsiębiorstwa i to jak wykorzystuje zysk zatrzymany. Jeśli spółka X część zysku wypłaca w formie dywidendy dla akcjonariuszy, a pozostałą część lokuje w projekty niedochodowe nie będzie to podwyższać wartości tej firmy. Natomiast spółka Z, która nie podzieli się zyskiem ale przekaże go na dobre inwestycje zwiększy swoją wartość.

Warto wspomnieć też o „efekcie klienteli”, która polega na przyciąganiu do spółek określonej grupy inwestorów np. ze względu na politykę dywidendy. Pettit w 1977 roku zauważył, że klienci w starszym wieku z niskim dochodem wolą spółki mniej ryzykowne, które wypłacają wyższą dywidendę, a inwestorzy młodzi z wyższym dochodem preferują spółki z niską dywidendą. Można więc założyć, że bez względu na to jaka dywidenda jest płacona, spółka znajdzie swoich inwestorów (klientelę), przez co zostanie odpowiednio wyceniona.

Koncepcja 2. – „Dywidenda jest zła”

Druga koncepcja odnosi się głównie do rynku amerykańskiego, na którym podatek od dywidendy jest wyższy od podatku od zysków kapitałowych. W Polsce podatek od dywidend wynosi 19%.[1] Ta sama stawka dotyczy zysków kapitałowych uzyskanych na sprzedaży akcji.[2] W Polsce ta teorie nie większego znaczenia w jej dosłownym rozumieniu. Można jednak zwrócić uwagę na kwestię podatkową w inwestycji długoterminowej. Można tutaj podać tysiące założeń, ale chodzi głównie o fakt, że dywidenda, która wypłacana jest przez np. 5 lat jest też co roku opodatkowana. Natomiast sprzedaż spółki, której całość zysku była reinwestowana, przez co zwiększyła swoją wartość, wymaga opodatkowania tylko na PIT po roku sprzedaży tej spółki. Jednak tak jak wspomniano wcześniej, należy tu dodać ogrom założeń aby móc poprawnie oszacować lepsze rozwiązanie w tym przypadku.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na przyzwyczajenia inwestorów co do dywidendy. W lutym tego roku Orange ogłosiła nierekomendowanie wypłaty dywidendy. Przerwała tym samym trwającą 10 lat ciągłość w dzieleniu się zyskiem. Na wykresie widać jak zachowały się akcje firmy w tym okresie.

opl (1)Źródło: http://www.stooq.pl

Dywidenda może przyzwyczajać inwestorów do otrzymywania części zysku. A przerwanie pewnej ciągłości może mieć wpływ na ruchy cen akcji. Dodatkowo, polityka dywidendy może być błędnie odbierana przez akcjonariuszy (podobnie jak każdy wskaźnik czy informacja). Przykładem jest obniżenie w kolejnym roku stopy dywidendy, co może być wynikiem planowanych inwestycji. Z reguły taka informacja jest negatywnie odbierana na rynku, co wynika z podejrzenia pogorszenia sytuacji przedsiębiorstwa, a może być to błędna interpretacja.

Koncepcja 3. – „Dywidenda jest dobra”

Argumentów za jest kilka. Część z nich jest zasadna, a część dyskusyjna. Pierwszy argument przedstawia się stwierdzeniem „lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu”. Wielu inwestorów woli dywidendę z racji jej pewności. Chodzi tu o pewność posiadania kapitału, a nie jego wypłacenia. Innymi słowy, akcjonariusz woli uzyskać zysk z wypłaconej dywidendy niż ze wzrostu akcji, ponieważ ruchy cen akcji obarczone są dodatkowym ryzykiem zmienności. Brzmi rozsądnie i można się z tym do pewnego stopnia zgodzić. To rozumowanie nie jest jednak do końca poprawne, ponieważ zakłada stopę dywidendy równą potencjalnemu wzrostowi cen akcji w przypadku jej nie wypłacenia. Po za tym, traktując dywidendę jako pewne źródło dochodu nie bierze się pod uwagę przepływów oraz inwestycji firmy. Może umknąć uwadze inwestora fakt, że wypłata dywidendy może ograniczyć zdolności inwestycyjne przedsiębiorstwa, co w długim terminie może obniżyć wartość firmy i przynieść stratę akcjonariuszowi.

Kolejne argumenty są już bardziej przekonujące. Dywidenda mobilizuje i dyscyplinuje menagerów, a ma to istotne znaczenie na zarządzanie firmą przez te osoby. Dodatkowo, pomaga optymalizować wskaźniki zadłużenia i regulować swoją strukturę bilansową. Jest też bardzo dobrym wskaźnikiem sytuacji finansowej firmy, ponieważ sugeruje, że w mniejszym lub większym spółka stopniu jest pewna swoich przyszłych zysków i jest w stanie podzielić się wynikiem np. ze względu na nadwyżkę spowodowaną znacznie lepszym rokiem wynikowym, a pozostałą cześć przeznaczyć np. na inwestycje.

Spółka osiągająca zysk, którym dzieli się ze swoimi akcjonariuszami jest lepiej oceniana przez prawdopodobnie większą część inwestorów na rynku. Subiektywnie, idealnym rozwiązaniem byłaby spółka, która wypłaca stabilną dywidendę z zysku, realizując jednocześnie swoje założenia inwestycyjne w długim terminie, co ma wpływ dodatkowo na wzrost wartości ceny akcji. Takie spółki istnieją, a cena ich akcji zazwyczaj odzwierciedla ich wartość.

Wracając do początku, należy zaznaczyć, że po za polityką dywidendy bardzo istotna jest polityka zysków zatrzymanych. Te dwie kombinacje mają realny wpływ na przyszłą wartość spółki na giełdzie i jej wizerunek w oczach inwestorów. To w konsekwencji może istotnie wpłynąć na wartość firmy na giełdzie.

[1] Stan na dzień 19.08.2017
[2] Stan na dzień 19.08.2017

Księżyc, Św. Mikołaj i cykle na rynku.

moonshot-cannon„(…) faraon miał sen. Stał nad Nilem. I oto z Nilu wyszło siedem krów pięknych i tłustych, które zaczęły się paść wśród sitowia. Ale oto siedem innych krów wyszło z Nilu, brzydkich i chudych, które stanęły obok tamtych nad brzegiem Nilu. Te brzydkie i chude krowy pożarły siedem owych krów pięknych i tłustych. Faraon przebudził się. A kiedy znów zasnął, miał drugi sen. Przyśniło mu się siedem kłosów wyrastających z jednej łodygi, zdrowych i pięknych. A oto po nich wyrosło siedem kłosów pustych i zniszczonych wiatrem wschodnim. I te puste kłosy pochłonęły owych siedem kłosów zdrowych i pełnych. Potem faraon przebudził się(…). Siedem krów pięknych – to siedem lat, i siedem kłosów pięknych – to też siedem lat; jest to bowiem sen jeden. Siedem zaś krów chudych i brzydkich, które wyszły za tamtymi, i siedem kłosów pustych i zniszczonych wiatrem wschodnim – to też siedem lat – głodu.”[1]

Można powiedzieć, że powyższy fragment księgi rodzaju jest jednym z pierwszych wątków ekonomicznych na temat cykli na rynkach. Cykle to powtarzające się określone zjawiska w danym okresie – na przykład zmiany pór roku W przypadku inwestycji to zjawiska wywołane głównie zachowaniem i psychiką ludzką, które są powtarzalne co dany okres czasu.

Jednym z najdłuższych jest cykl stworzony przez Mikołaja Kondratiewa, który zakłada okres około 50 lat. Teoria miała na tyle silny przekaz i wpływ na pogląd kapitalizmu, że jego autora zesłano do łagru, gdzie zmarł. Ostatnia faza owego cyklu wypadła pomiędzy latami 70tymi i 80tymi, kiedy to zakończyła się faza rozwoju gospodarczego w badanych krajach. Można przyjąć, że kolejna faza może zakończyć się około lat 20tych lub 30tych XXI wieku, kiedy to można spodziewać się zdecydowanego osłabienia gospodarczego. Cykl Kondratiewa odnosi się przede wszystkim stóp procentowych oraz cen akcji i towarów na rynku.

wave1Źródło: http://kondratieffwinter.com/

Popularnym ostatnio w mediach stał się cykl prezydencki, który dotyczy głównie rynku amerykańskiego. Trwa 4 lata i jest wywołany działaniami partii rządzących. Co do zasady pierwszy okres cyklu jest okresem spadków giełdowych wywołanych polityką deflacyjną rządzących. Natomiast ostatnie lata rządów to okres rozkwitu, wywołany sztucznym wzrostem gospodarki.[2] Inna teoria dzieli cykl prezydencki na 4 okresy, z których pierwszy i ostatni rok to czas wzrostów na giełdzie, a drugi i trzeci to moment spadków.

W latach 30tych XIX wieku Lambert-Gann badał cykl lunarny, który miał dowieść, że fazy księżyca mogą mieć wpływ na sytuację na rynku. Brzmi niewiarygodnie, ale ta teoria jest możliwym wyjaśnieniem innego cyklu, którego istnienie zostało potwierdzone – cyklu 28-dniowego. Zgodnie z jego teorią, na rynkach widać tendencję do pojawiania się dołków co 4 tygodnie. Ten okres jest istotny w przypadku analizy wykresów cenowych akcji. Wykorzystuje się go między innymi w średnich kroczących, które służą do badania trendu na wykresach, oraz w innych wskaźnikach analizy technicznej.

Innym popularnym cyklem powtarzającym się ostatnio również na polskim rynku giełdowym jest rajd świętego Mikołaja. Pojawia się końcem roku (zazwyczaj początkiem grudnia) i trwa do początku roku kolejnego. To zjawisko jest mocno związane z efektem stycznia, który również jest jednym z bardziej znanych cykli giełdowych. Efekty stycznia jest krótkoterminową hossą pojawiającą się w związku z działaniami „dużych” inwestorów, którzy realizują nowe strategie inwestycyjne na swoich portfelach. Drugim czynnikiem wywołującym styczniową hossę jest „samospełniająca się przepowiednia”. Świadomość potencjalnych wzrostów na giełdzie zachęca nowych inwestorów do wejścia na rynek i powoduje wzrost cen akcji. Z kolei rajd świętego Mikołaja jest przygotowaniem do styczniowego rajdu. Inwestorzy z wyprzedzeniem kupują aktywa z nadzieją na zysk początkiem kolejnego roku.

 

chartŹródło: https://www.topstock.pl/

„Długoterminowe cykle są faktem ekonomicznym”, to słowa znanego psychologa i inwestora dr A. Eldera z książki „Zawód Inwestor Giełdowy”. Kilka zdań później ostrzegł, że cykle mogą być wytworem naszej wyobraźni. Staramy się odnaleźć porządek w chaosie, i szukamy w nim złudzenia porządku. John J. Murphy oraz Dr A. Elder udowodnili jakie znaczenie ma psychologia w inwestowaniu, a jej wpływ może mieć również wpływ na kształtowanie się cykli w gospodarce. Dlaczego więc nie skorzystać dopóki przepowiednie się spełniają?

[1] http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=41 (data dostępu 07.08.2017)

Wykorzystana bibliografia:
1. A.Elder, Zawód inwestor giełowy, Oficyna Ekonomiczna, 2001
2. J. Murphy, Analiza techniczna rynków finansowych, WIG-Press, 2006
3. D. Begg, Makroekonomia, PWE, 2014

Ekonomia w Szczęściu

The_Stockpile_August_2015-8

Ponad 2 tysiące lat temu powstał kierunek filozoficzny, który był podstawą dla wielu inspiracji ekonomicznych dzisiejszych czasów. Kierunek, który badał istotę szczęścia i szukał drogi do jego osiągnięcia przez przyjemności i rozkosz. Twórcą tego nurtu był Epikur, od którego wziął nazwę ten kierunek filozoficzny.[1]

Przyjmuje się, że początki ekonomii mają miejsce w XVIII wieku za sprawą wydania „Bogactwa Narodów” Adama Smitha, możemy jednak znaleźć pytania ekonomiczne kilka tysięcy lat wcześniej (Epos o Gilgameszu). Traktując oba te dzieła, jako początki nauk ekonomicznych jesteśmy w stanie stwierdzić, że mogło się już trochę zmienić w myśli ekonomicznej. [2]

Zakładam, że myśli Epikurejczyków wciąż są aktualne, a człowiek wciąż dąży do osiągnięcia szczęścia (swojego lub bliskich). Ma to istotne znaczenie we współczesnej ekonomii. Przykładem jest teoria maksymalizacji użyteczności, która (w uproszczeniu) mówi, że człowiek dąży do zmaksymalizowania korzyści, zadowolenia i satysfakcji wynikających na przykład z posiadania dóbr. [3]

Przyjęło się w obecnych czasach, że wzrost bogactwa jest jednoznaczny ze zrostem szczęścia w społeczeństwa. Taki wniosek mógłby sugerować, że kraje o najwyższych dochodach, najwyższym PKB, PNB, o najwyższej średniej dochodu będą domem dla najszczęśliwszych ludzi. Powstają wskaźniki badające „szczęście” krajów i rankingi tych badań są rozbieżne z rankingami chociażby PKB, które w tych przypadkach przestają mieć znaczenie. Co więcej, są kraje, które zlikwidowały u siebie wskaźnik PKB – Bhutan w 1972 roku zastąpił go wskaźnikiem szczęścia brutto.[4] Nie można powiedzieć, że majątek nie ma znaczenia w „tworzeniu szczęścia”. Kraje bogatsze są z statystycznie szczęśliwsze. Pojawia się tu jednak pewne zjawisko zwane paradoksem Easterlina. Mówi on, że wzrost szczęścia rośnie proporcjonalnie do wzrostu bogactwa, ale tylko do pewnej granicy, za którą kolejne wzrosty wartości majątku nie odgrywają już tak znaczącej roli.[5]

Pojawiły się nawet teorie, że przegłosowanie „Brexit’u” było skutkiem relacji szczęście-dochód. Od 2009 roku PKB Per Capita PPP[6] w Wielkiej Brytanii ciągle rosło, w przeciwieństwie do odsetka ludzi „będących szczęśliwymi”, który utrzymywał się raczej w trendzie spadkowym. Podobny scenariusz miał miejsce w Egipcie (Rewolucja w 2011 roku) oraz na Ukrainie (rewolucja w 2014 roku).[7]

Czym zatem mierzyć szczęście? Wykorzystuje się do tego kilka wskaźników, a każdy z nich daje inne wyniki. Dzieje się tak, ponieważ każdy z nich uwzględnia inne czynniki. Happy Planet Index jest pierwszym wskaźnikiem. Stosunkowo popularny i często przytaczany. Bierze on pod uwagę zarówno dobrostan populacji i długość życia, ale też wpływ na środowisko. Poniżej przedstawiam ranking na rok 2017.[8]

Pierwsze miejsce ex aequo w rękach Kostaryki, Meksyku i Kolumbii. Dla porównania w tabeli znalazła się kolumna pokazująca PKB na mieszkańca w parytecie siły nabywczej, który wg mnie najlepiej przedstawia siłę majątku na mieszkańca. Polska w rankingu znalazła się na odległym 67. Miejscu, po mimo, że PKP Per Capita PPP jest znacznie wyższe od państw z pierwszej piątki.

Rank Country Score PKB PER CAPITA PPP 
1 COSTA RICA 44.7 15402
2 MEXICO 40.7 16831
3 COLOMBIA 40.7 13124
4 VANUATU 40.6 2856
5 VIETNAM 40.3 5955
67 POLAND 27.5 26003
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych z http://happyplanetindex.org/ oraz https://pl.tradingeconomics.com

Drugi wskaźnik stworzyło OECD. Better Life Index uwzględnia dochody mieszkańców, zatrudnienie, bezpieczeństwo, służbę zdrowia, stan środowiska naturalnego oraz ogólne zadowolenie z życia. Wszystkie rankingi z uwzględnieniem sił każdego z czynników wpływu na wynik jest dostępny na stronie http://www.oecdbetterlifeindex.org/. Mówiąc bardzo ogólnie (i odrobinę subiektywnie), ten wskaźnik lepiej przedstawia relację dochód-szczęście. W czołówce są między innymi Szwajcaria (4 miejsce), Dania (3 miejsce), Austria (2 miejsce), Norwegia (1 miejsce). Polska znajduje się raczej w środku tabeli za takimi krajami jak Izrael, Estonia czy Słowenia.[9]

Wskaźniki szczęścia nie są idealnymi wartościami do oceny sytuacji gospodarczej w danym kraju. Nie uwzględniają one preferencji adaptacyjnych ludzi. Według ekonomisty H.J Changa wyróżnia się dwa zjawiska, które zaburzają powyższe rankingi. Pierwszym jest zjawisko kwaśnych winogron. Polega ono na tym, że człowiek zaczyna uważać rzeczy dla niego nieosiągalne za nieprzydatne. [10] W psychologii jest to mechanizm obronny, dzięki któremu człowiek stara się wybronić i wytłumaczyć nieosiągnięte cele. W przypadku ekonomii ma to wpływ na wynik badań na temat szczęścia człowieka. Rzeczy bardziej wartościowe, na które nas nie stać mogą wydawać się gorsze, brzydsze, mniej przydatne.[11]

Drugim zjawiskiem jest fałszywa świadomość – wywodzi się ona ze szkoły marksistowskiej. Dotyka osób dyskryminowanych, wykorzystywanych, uciskanych, wyzyskiwanych itp. Polega na tym, że osoby te zaczynają asymilować się do swojej sytuacji i zaczynają uważać się za szczęśliwe i nie kłamią, choć z dystansu może się to wydawać dziwne.[12]

Czym zatem jest szczęście w ekonomii? Obiektywnie bardzo ciężko na to odpowiedzieć, dlatego tak trudno uzyskać subiektywny wskaźnik pozwalający ocenić gdzie żyją ludzie najszczęśliwsi. Indywidualizm w postrzeganiu szczęścia wynika z historii każdego człowieka, jego otoczenia i innych czynników, które mają wpływ na jego światopogląd. Ekonomia będzie tworzyć nowe wskaźniki, które być może będą coraz bardziej dokładniejsze w analizie szczęścia i być może z czasem okażę się czy lepiej żyć w Norwegii, Kostaryce czy może pojawi się nowy lider rankingów?

______________________________________________________

[1] T. Sedlacek, Ekonomia Dobra i Zła, Studio EMKA, Warszawa 2012, s.141
[2] T. Sedlacek, Ekonomia Dobra i Zła, Studio EMKA, Warszawa 2012, s.31
[3] K. Jajuga, Inwestycje, PWN, Warszawa 2006, s.197
[4] http://www.grossnationalhappiness.com/articles/
[5] K. Włodarczyk, Ekonomia wobec poczucia szczęści, Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny, 2014 r.
[6] PKB w parytecie siły nabywczej
[7] J. Clifton, The Happiest and Unhappiest Countries in the World http://www.gallup.com/opinion/gallup/206468/happiest-unhappiest-countries-world.aspx
[8] http://happyplanetindex.org/
[9] http://www.oecdbetterlifeindex.org/
[10] H.J. Chan,  Ekonomia. Instrukcja Obsługi, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2015, s.196
[11] http://psychologia.pracemgr.com.pl/witaj-swiecie/
[12] H.J. Chan,  Ekonomia. Instrukcja Obsługi, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2015, s.196

Analiza funduszy inwestycyjnych: Wskaźnik Sharpe’a

Analiza funduszy inwestycyjnych może być czasochłonna. Czytanie raportów, sprawozdań, prospektów zajmuje dużo czasu. Istnieją jednak informację, które pozwalają wstępnie wybrać lub porównać potencjalnych kandydatów do portfela funduszy inwestycyjnych.

Opis

Wskaźnik Sharpe’a (Sharpe ratio) jest jednym z 3 wskaźników (obok wskaźników Jensena i Treynora) wykorzystywanych do badania wyników portfeli inwestycyjnych.[1] Pokazuje on ile dochodu zyskujemy za jednostkę ryzyka.[2]
Dwie cechy wskazują na jego przydatność w analizie funduszy inwestycyjnych:

  1. Uwzględnia całkowite ryzyko tzn. ryzyko specyficzne, – czyli zależne od podmiotu podejmującego decyzję, oraz systematyczne, – czyli rynkowe.[3]
  2. Stosuje się go do portfeli dobrze zdywersyfikowanych, a takimi można nazwać fundusze inwestycyjne.[4]

Wzór

Opisany jest on w następujący sposób[5]:

Przechwytywanie

Gdzie:
Rp – oczekiwana stopa zwrotu portfela
Rf – Stopa wolna od ryzyka dla tego samego okresu inwestycji co portfel „p”
σp – odchylenie standardowe stopy zwrotu portfela „p” (ryzyko)

Interpretacja

Co do zasady przyjmuje się, że im wyższy wskaźnik Sharpe’a tym większa szansa na osiągniecie stopy dochodu wyższej niż oczekiwana przy danym ryzyku.[6] Wynika z tego, że wskaźnik powinien być przede wszystkim dodatni – im wyższy tym lepiej dla inwestora. Co istotne, jest to wskaźnik względny, więc służy raczej do porównywania funduszy o zbliżonym charakterze (np. dwa fundusze stabilnego wzrostu). Pozwala to inwestorowi wybrać spośród kilku funduszy o zbliżonym charakterze ten, który teoretycznie powinien dać lepszy wynik na relacji „ryzyko-zysk”.

Praktyka

W praktyce można wykorzystać stronę www.analizy.pl, która dla wielu TFI przedstawia gotowe wartości wybranych funduszy inwestycyjnych. Choć w tym momencie, nie są obliczone wartości dla wszystkich, to liczna grupa ma zaprezentowane zarówno wartość wskaźnika, jak i wartość dla grupy, oraz ocenę.

Bibliografia

  • [1] K. Jajuga, Inwestycje, PWN, Warszawa 2006, s. 256
  • [2] M. Ridley, How to Invest in Hedge Funds: An Investment Professional’s Guide, Kogan Page Publishers, 2004
  • [3] https://www.nbportal.pl/wiedza/artykuly/na-poczatek/rodzaje_rynkowego_ryzyka
  • [4] F. Reilly, K. Brown, Analiza Inwestycji i zarządzanie portfelem, Tom II, PWE, Warszawa 2001, s. 672
  • [5] K. Jajuga, Inwestycje, PWN, Warszawa 2006, s. 257
  • [6] J. Schwager, Managed Trading: Myths & Truths, John Wiley & Sons, 1996, s. 30